Obudziłam się wczoraj z pytaniem: A jeśli język jest okiem? Jeśli rzeczywiście słowa narzucają postrzeganie, interpretację, ocenę rzeczy i ludzi, historie i Historię? Przecież mówią na mieście: tak widzisz/myślisz, jak mówisz. Jesteś mówiony! Jesteś używany przez swój język!
Potem poszłam na spacer, chłonęłam świat, nie nazywając niczego. Do czasu aż nie zatrzymały mnie pierwsze przebiśniegi, wykluwające się z…zeszłorocznych dębowych liści.
Przebiśnieg mój marcowy (2025) |
I pomyślałam sobie jak bardzo różnie widzielibyśmy te pierwsze przebiśniegi: ja, mój rumuński znajomy i ciotka Lucy. Ta sama, która w Anglii zaraziła się galantofilią– wirusem kolekcjonowania przebiśniegów, starą angielską, arystokratyczną, nieuleczalną chorobą. Nie chce jej przejść ta przebiśniegomania, pomimo upływu lat i żartów całej rodziny.
Kiedyś jej syn powiedział, że jest po prostu galanthobore.
- Kim oni są, ci galanthobore? – zapytałam.
- No nudziarzami, przebiśniegowymi nudziarzami! W lutym i marca zapadają na przebiśniegową gorączkę: podpatrują, podwąchują, obfotografowywują, ganiają po przebiśniegowych ogrodach, polach, lasach, cmentarzach, festiwalach … Kontemplują nowe kształty nowych odmian, słuchają muzykę złożoną z ich nazw. Już w połowie bieżącego sezonu marzą o przyszłym, jeszcze bielszym od nowych przebiśniegów. Śnią sny z serii: A grand collection.
Wiem, że w zeszłym sezonie ciotka marzyła o takich przebiśniegach jak : Krasnoludek zwany też po polsku Chochlikiem („Sprite"), Kanadyjski Piechur („Walker Canada"), Sopel lodu („Icicle"), Kropla gruszki („Peardrop") i „Złote runo” („Golden fleece") – całe w bieli przemyślnie nakrapianej złotem.
![]() |
Wymarzone przebiśniegi ciotki Lucy. ( #galanthusgoldenfleece,instagram.com, zrzut z ekranu) |
Swoją drogą pyszne są te ogrodnicze nazwy. Zdradzają, że ogrodnicy/botanicy są jednak poetami! To znaczy chciałabym, żeby tak było, bo może są tylko marketingowcami? Może tylko nazwy używają jako przynęty? Przynęta nazwy...
- Bo wiesz – mówiła mi ciotka Lucy – w przebiśniegach najważniejsze są różnice pomiędzy bielami i ich romanse z zieleniami i żółciami. Bo przebiśniegi są strasznymi flirciarzami… Flirciarzami i wędrowcami! Daleko im od bycia czystymi małymi zimowymi dziewicami! Są dziko rozwiązłe, swobodnie się krzyżują i produkują mnóstwo dzieci. A czasami trafiają się takie egzemplarze, takie egzemplarze…
- No prawdziwe żółto centkowane owce – odpowiedziałam jej z uśmiechem.
I odtąd „żółto centkowane owce” stały się jeszcze jednym z słów naszego tajnego języka.
Z kolei dla mojego rumuńskiego znajomego, o rzymskim imieniu – Oktawian, kwiat przebiśniegu to znak marca, wiosny, odrodzenia, przetrwania. Nie bez kozery mawiał do swoich przyjaciół w opałach: „Bądź jak przebiśnieg!”.
![]() |
Martisor, Mărțișor, Martinki, mărțișoare. (https://pl.pinterest.com/) |
Dla jego rumuńskiej rodziny i przyjaciół przebiśnieg to jeden talizmanów szczęścia, ściśle związany z rumuńskim świętem wiosny - z Martisorem. Tak jak dla mnie zieleń, tak dla niego biel, biel przebiśniegów, zwiastuje wiosnę. I łączy tę wiosenną biel z…czerwienią, jak każe „martisorowa kultura”, powolutku tężejąca w martisorowy przemysł.
Czerwień i biel martisorowych sznurków opasujących talizmany szczęścia wywodzi się podobno ze starej rumuńskiej legendy o uwolnieniu Słońca-Dziewczyny podstępnie porwanej późną jesienią przez smoka, a uwolnionej przez odważnego mężczyznę, który swoje bohaterstwo przepłacił życiem. Stąd czerwień i biel splecione ze sobą niosą energię podwójnego splotu: letnie-zimowe, żeńskie-męskie, witalne-czyste, zwycięskie-ofiarne.
I myślę sobie, że Oktawianowi, nad tymi dwoma splecionymi sznurkami i przebiśniegami tańcują chmury: z jednej strony marcowe, a z drugiej - chmury słów (Martisor, Mărțișor, Martinki, mărțișoare) i chmury opowieści, skojarzeń, obrazów z social mediów, osobistych wspomnień. Tańcuje mu wiatr wiejący od domu.
I pomyśleć, że gdyby nie Oktawian i ciotka Lucy, gdyby nie ich języki, przebiśnieg byłby dla mnie tylko przebiśniegiem. No może takim kwiatkiem z odrobiną wzruszenia na płatkach, że już wiosna tuż tuż…
Blogowanie to gra zespołowa.
Komentarze
Prześlij komentarz
Komentujcie, dopisujcie, nadpisujcie :)